było wszystko...najpierw krótka domóweczka, barowanie, a na koniec spanie, fantastyczni ludzie, stare- nowe znajomości i non stop herbata! zakupy i zaskakująca niespodzianka, a mianowicie 5 dych pod mymi nogami :D a później znowu... barowanie, no i jak przystało na weekend, nie mogliśmy się wyspać jak ludzie, każda godzina nad ranem jest dobra, żeby położyć się spać, nam np odpowiada 5 :) na koniec zapalony kibic piłki nożnej- Monika, dzielnie kibicowała i oglądała tylko to, co było warte uwagi :D
jest tylko taki jeden maciupeńki minusik- jakoś w tym wszystkim nie znalazłam czasu na naukę, ale... nie jest mi z tym źle, w ogóle. Jutro będę się martwić.
Już chyba przyszedł czas na odpoczynek...
więc komu w drogę, temu ciepłe kapcie:)
a jutro..... GRUDZIEŃ!
dzięki Maćku! :)






